Internauci – internetowi złodzieje?

Internauci – internetowi złodzieje?

Post Rating

Korzystanie z upublicznionych treści internetowych rośnie z dnia na dzień, przez co powiększyła się też skala wątpliwych etycznie działań oraz pojawiania się licznych plagiatów. Polskie uczelnie coraz chętniej korzystają z programów antyplagiatowych wykrywających treści wtłaczane do prac licencjackich, magisterskich i doktorskich niemal na zasadzie metody kopiuj-wklej, jednak próżno szukać analogicznych aplikacji, pozwalających na wychwytywanie nieprawidłowości względem pojedynczych tekstów publikowanych na blogach czy komercyjnych witrynach www. A grzechów nagminnego łamania praw autorskich jest wiele.

Co jest najczęstszym wykroczeniem, popełnianym przez „autorów” publikacji? Nie tylko umieszczanie na swojej stronie cudzego tekstu podpisanego własnym nazwiskiem, ale także inne, większe lub mniejsze uchybienia, jak na przykład tworzenie tekstowych kolaży na podstawie istniejących już publikacji, dołączanie do artykułów zdjęć wykonanych przez kogoś innego czy przerabianie tekstów bez wiedzy twórcy. Nawet jeżeli do danego tekstu dołączamy adnotację dotyczącą źródła powinniśmy wiedzieć, że autor może sobie nie życzyć, aby jego dzieło znalazło się w konkretnym miejscu w Internecie. Kwestia przypisów jest więc ciągle sporna, ponieważ nie jest równoznaczna z możliwością swobodnego dysponowania konkretnym tekstem. Problematyka praw autorskich jest skomplikowana, ponieważ polskie prawo dzieli je na osobiste i majątkowe. W przypadku praw osobistych, chronią one twórcę bezterminowo, co oznacza, że nie może się on zrzec prawa do autorstwa, ani przekazać go w spadku. Zbywalne są za to prawa majątkowe, które pozwalają twórcy na swobodne dysponowanie licencjami oraz odsprzedawaniem praw do nieskrępowanego rozporządzania dziełem na wszystkich polach eksploatacji. Problemem są jednak konsekwentnie popełniane plagiaty, a także działania wątpliwe etycznie, ponieważ Internauci wydają się nie mieć żadnych skrupułów w podejściu do cudzych utworów.

Nieznajomość zagadnień prawnych lub też celowe ich lekceważenie jest zatrważające, a wszelkie próby zaostrzania polityki antyplagiatowej są skutecznie omijane, przez co przywłaszczanie sobie cudzych dzieł stało się nagminne. Widać to zresztą na przykładzie popularnych portali, takich jak chociażby Ściąga.pl czy Wikipedia, których niewiarygodne publikacje stają się bardzo często podstawą do…kreowania prac magisterskich czy nawet doktorskich. Ze względu na trudność z szybkim tropieniem tego typu sytuacji, większość plagiatów wykrywanych jest przypadkowo i rzadko kiedy sprawa przenosi się tam, gdzie powinna, a mianowicie na salę sądową. Swobodny dostęp do nieskończonej ilości plików i dokumentów ułatwia taki proceder, zwłaszcza, że świadomość praw i obowiązków Internauty ciągle wydaje się być nieosiągalna. Zwykle troska o interesy twórcy pojawia się dopiero wtedy, kiedy sami stajemy się autorami publikacji i zależy nam na ochronie własnych dzieł, niemniej jednak zagadnienia związane z etyką internetową będą wymagały intensywnych dopracowań i poprawek.

Wirtualny świat jest na tyle różnorodny i skomplikowany, że kwestia praw autorskich oraz ich ochrona w praktyce wydaje się być nie lada wyzwaniem. Łatwy dostęp do treści kulturowych oraz uznawanie globalnej Sieci za przestrzeń wolnej i swobodnej wypowiedzi staje przeciwko skrajnym działaniom koncernów i wydawnictw chroniących za wszelką cenę swoje utwory, dlatego też spór o unormowanie działań Internautów jest trudny do rozstrzygnięcia. Oczywiście nie chodzi o to, aby ochrona praw autorskich osiągała wymiar patologiczny, ponieważ także takie zjawiska mają współcześnie miejsce, istotna powinna być jednak edukacja w zakresie norm etycznych oraz kultury obowiązujących w przestrzeni globalnego Internetu. Ustawa z założenia ma obejmować ochroną wszystkie utwory, dlatego wcale nie muszą to być wybitne dzieła sztuki, ale także te, które mają charakter użytkowy i zostały wykonane dla mniejszego grona odbiorców. Wystarczy więc, że praca wyróżnia się indywidualizmem i unikalnością. Nie każdy więc zdaje sobie sprawę, że ochronie podlegają nie tylko same treści, ale nawet nietypowe układy kolorystyczne stron internetowych.

Większości użytkownikom wydaje się, że przekopiowanie cudzych tekstów bez zgody autora, ale z uwzględnieniem linków źródłowych jest wystarczające, aby mieć czyste sumienie, jednak niezależnie od okoliczności i ilości podanych informacji takie postępowanie jest naruszeniem praw autorskich. Wyjątkiem jest oczywiście sytuacja, w której twórca samodzielnie zgadza się na niekomercyjne rozpowszechnianie wykreowanych przez niego treści. Zwykle jednak takie sytuacje można policzyć na palcach obu rąk. Do warunków internetowych nie pasują też wytyczne prawa prasowego, ponieważ strefa wirtualna wydaje się rządzić własnymi regulacjami. Widać więc jak skomplikowane jest poszukiwanie złotego środka, który zadowoliłby zarówno autorów, jak i ich odbiorców. Nawet jeżeli dany tekst pojawi się na prywatnym blogu, jest to jednoznaczne z nieograniczonym rozpowszechnieniem powielonych treści. Trudno bowiem o prywatność w globalnej Sieci. To, co z perspektywy kodeksu karnego może stanowić niską szkodliwość społeczną, na gruncie prawa cywilnego jest już poważną sprawą, dlatego jeżeli twórca postanowi walczyć o swoje przywileje, konieczne będzie nastawienie się na wysokie kary.

Oczywiście istnieje wiele utworów, które nie podlegają ochronie prawa autorskiego, takie jak chociażby informacje prasowe bez komentarzy autorskich, akty normatywne, projekty ustaw, orzeczenia sądowe czy wzory formularzy, dlatego w niektórych przypadkach rozpowszechnianie treści nie musi mieć znamion jakiegokolwiek „przestępstwa”. Niektóre portale internetowe, nastawione przede wszystkim na przekazywanie informacji i newsów, nie stają więc przed koniecznością płacenia tantiem za już rozpowszechnione artykuły czy sprawozdania. Powszechność niektórych danych jest zresztą w społecznym interesie, dlatego też umiejętne operowanie wiadomościami może być zdecydowanie korzystniejsze. Internauci nagminnie zasłaniają się mnogością informacji i trudnością w ustaleniu autora, z którym mogliby skontaktować się w celu uzgodnienia warunków rozpowszechniania, jednak konieczne jest stwierdzenie, że odpowiedzialność zawsze leży po stronie osoby, która świadomie narusza czyjeś prawa.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz